Z życia RNSK

Jan Hajduga, prezes MI w Dąbrowie Tarnowskiej | 2008-04-30 10:43:58

Chrystus na wyciągnięcie ręki

Ten pomysł przyszedł mi do głowy właśnie dziś rano. Uczestniczyłem we Mszy św. w święto Ofiarowania Pańskiego. Podczas adoracji Pana Jezusa po Komunii św. pomyślałem o ludziach chorych w szpitalu, hospicjum czy też w naszych domach. Przecież On, Chrystus w ludziach chorych, nieszczęśliwych, jest na wyciągnięcie ręki, On jest obok nas tu w dąbrowskim szpitalu, dąbrowskim hospicjum. I tak zrodziła się myśl zorganizowania wielkiej 9-dniowej nowenny przed XVI Międzynarodowym Dniem Chorego oraz 150. rocznicą objawień Matki Bożej w Lourdes - nowenny prowadzonej dla ludzi przebywających w szpitalu.|Zadowolenie było ogromne ze strony chorych, personelu szpitalnego, a także nas, gdyż mogliśmy dać ludziom potrzebującym swój czas, modląc się za wszystkich potrzebujących.

Chorzy z miłością przyjmowali Cudowny Medalik, oraz "Rycerza Niepokalanej". Ci, którzy nie mogli być obecni w kaplicy, łączyli się z nami w modlitwie przez radiowęzeł szpitalny. Poprzez naszą modlitwę chcieliśmy nie tylko modlić się wraz z tymi potrzebującymi i za nich, ale także pokazać im, iż nie są sami, że są ludzie, którzy się za nich modlą, a przede wszystkim, że jest Maryja Panna, która wstawia się za nimi, wyprasza im potrzebne łaski zdrowia, dodaje sił.


Maria | 2008-01-25 00:14:57

Czy może być większe cierpienie dla matki?

Stoję obok Matki Ukrzyżowanego, bo moje serce bardzo cierpi.

Od lat jestem rycerką Niepokalanej. Czytam też od dawna "Rycerza Niepokalanej". Pragnę jeszcze bardziej przylgnąć do Niepokalanej, stojącej pod krzyżem swojego Syna. Stoję obok Matki Ukrzyżowanego, bo moje serce bardzo cierpi. To duchowe cierpienie jest jeszcze większe od fizycznego. Syn cudownie ocalony poszedł piękną drogą służby Chrystusowi. Zabrakło mu jednak siły i zagubił się na tej drodze. Czy może być większe cierpienie dla matki? Stoję pod krzyżem obok Maryi i proszę o siłę, bym nie straciła ufności, by moje cierpienie przyniosło owoce dla syna, dla chwały Niepokalanej i całego Kościoła. Proszę włączyć mnie w szeregi Rycerzy Niepokalanej u Stóp Krzyża, by niosąc krzyż, wraz z Maryją wypraszać potrzebne łaski duszom zagubionym i zdobywać je dla Chrystusa


Gertruda Smolińska | 2008-01-25 00:13:44

Będę też rozpowszechniać

Towarzyszyłam ludziom w czasie choroby, łagodząc ból. Rycerką Niepokalanej jestem od 1988 r. W życiu zawodowym byłam pielęgniarką. Towarzyszyłam ludziom w czasie choroby, łagodząc ból, pomagałam pogodzić się z nieuchronnie nadchodzącą śmiercią - w łączności z Jezusem na krzyżu. Chorych powierzałam opiece Niepokalanej, modląc się za nich i zakładając na ich szyi Cudowny Medalik. Teraz sama cierpię i choruję. Bóg wie, że szczerze i pokornie zgadzam się z Jego wolą. Ufam jednak miłosiernej miłości Bożej, że nie obciąży mnie nad wytrzymałość, a Niepokalana Matka pomoże w znoszeniu codziennych cierpień. Pragnę modlić się i ofiarowywać swoje cierpienia z Maryją, cierpiącą u stóp krzyża, dla nawrócenia i zbawienia świata. Będę też rozpowszechniać tę wspaniałą ideę.


Anna Wądołowska | 2008-01-25 00:11:43

Ten codzienny krzyż staje się lżejszy z Niepokalaną|Od wielu lat należę do MI. Kiedyś prowadziłam bardzo aktywny tryb życia. Teraz mam 81 lat i jestem obarczona ciężką chorobą.|Swoje cierpienia chciałabym uczynić zbawczym krzyżem, oddając swoje cierpienia i radości wraz z Maryją Jezusowi dla zbawienia i uświęcenia siebie i całego świata. Będzie to dla mnie wielką radością ofiarować swoje trudy i cierpienia dla dobra Kościoła i większej chwały Bożej. Ten codzienny krzyż staje się lżejszy z Niepokalaną.


Karol | 2006-01-11 22:48:38

Trzy etapy

Życie ludzkie składa się z trzech etapów: przygotowania do pracy, samej pracy i cierpienia.

Przygotowanie

Kiedy wybuchła wojna, miałem pięć lat. Mojego ojca nie było już na świecie. Wychowywałem się z matką. Żyliśmy w nędzy. Bywało tak, że w zimie biegałem na bosaka po śniegu w starej sukience. Często nie mieliśmy co włożyć do garnka. W strachu przed bombardowaniem chowaliśmy się w kartoflach. Jednak Bóg pozwolił przeżyć wojnę.

Śmiertelna choroba zabrała moją ma-mę. Zostałem sierotą. Odtąd wychowywał mnie wuj. Nie było lekko, a mimo to nigdy nie poddawałem się zwątpieniu. Nawet przez moment nie pomyślałem, że to wszystko nie ma sensu.

Praca

W poszukiwaniu pracy przemierzałem okoliczne wsie z różańcem w ręku. Różaniec zawsze był moją ulubioną modlitwą. Ilekroć brałem go do ręki, widziałem moją matkę klęczącą przed obrazem Matki Częstochowskiej, ufnym wzrokiem wpatrującą się w Jej święte oblicze. Wtedy zrozumiałem, dlaczego wokół nas było tylu dobrych ludzi, dzięki którym przetrwaliśmy ten trudny czas. Później też czułem w wyjątkowy sposób opiekę Matki Najświętszej i wstawiennictwo mojej ziemskiej matki. Przeprowadziłem się do miasta, gdzie przez ponad trzydzieści lat ciężko pracowałem na budowie. Tam poznałem moją żonę. Mamy razem dwoje dzieci. Obecnie są już dorosłe, pozakładali własne rodziny. Cieszę się z ich szczęścia.

Cierpienie

Jak długo jeszcze będę z nimi? W ubiegłym roku przeszedłem ciężką operację. Usunięto mi guz, który umiejscowił się na jelicie grubym. Lekarze nie dawali mi żadnych szans. A jednak Pan Bóg podarował mi jeszcze trochę życia na tym świecie, czas szczególnej łaski - cierpienia. Bowiem "moc w słabości się doskonali". Nawet w chwilach niemocy mam przy sobie życzliwych ludzi, którzy niczym aniołowie posłani z nieba, robią wszystko, abym jak najłagodniej przeszedł na drugi brzeg

Jest sierpień. Za oknem piękne słońce. Żal odchodzić, jeszcze tyle rzeczy jest do zrobienia... Na szczęście nie my decydujemy o długości naszego pielgrzymowania, ale Ten, który nas posłał. On wie lepiej, On wszystko wie lepiej. Jako jedyny zna godzinę, w której człowiek może powiedzieć: "Wykonało się". Zdaję się na Jego wolę, odmawiając różaniec, który towarzyszy mi jak niezastąpiony przyjaciel.

Dziadek odszedł do Pana dnia 14 sierpnia 1998 r. Ostatnią jego wolą było to, aby ktoś podał mu różaniec.